Kiedy jest się bogiem, kłopot polega na tym, że nie ma się do kogo modlić.
Moje kochane Motylki!Jestem ciekawa, czy jeszcze którakolwiek z Was to przeczyta, ale jeśli nie, to przynajmniej ja będę mogła przeczytać to sobie za kilkaset lat. Najważniejsze wydarzenie mojego życia? Jestem chuda! Tak! W końcu! Poniekąd trochę wynagradza mi to sytuację w której się znalazłam (oczywiście przez mojego byłego). Na pewno łatwiej i lżej się żyje kiedy w lustrze widzisz skinny legend niż grubaskę. Po rozstaniu z Erykiem można było się spodziewać że wrócę do Jeremiego. Kto mnie zna lub zwykł czytać mojego bloga, ten wie, że jestem najgłupszą dziewczyną na świecie. Być może sytuacja wyglądałaby lepiej, gdybym chociaż w jednym procencie dopuściła do głosu logiczną część mojej świadomości. Więzienie mentalne które stworzyłam dla moich 146 punków IQ to chyba najlepiej strzeżona forteca na świecie. W każdym razie ja-idiotka- wróciłam sobie do byłego oddając się całkowicie masochistycznej części mojej osobowości. Ogólnie zaszłam z nim w ciążę i teraz jest ze mną Duduś. zapytacie, dlaczego ze mną a nie z nami? Każda osoba obdarzona mózgiem przewidziałaby, że Jeremi prędzej czy później mnie porzuci i zrobi to w najmniej kulturalny sposób w jaki można. Nie mogę mieć mu tego za złe, bo inni ludzie nie mają wpływu na nasze życie, mogę jedynie pluć sobie w brodę, że jestem aż tak tępa. W każdym razie od stycznia mieszkamy z synem u mojej mamy, razem z moim bratem- ćpunem i duchem ojca. Ogólnie jest nieźle, bo mamy swój pokój, mam do dyspozycji sportową fabię z 2001r. trochę zarabiam przez tiktoka no i jak wiadomo rząd wypłaca mi co miesiąc 800zł za to że powiłam potomstwo.
Jednak zostawmy te smętne tematy na kiedy indziej. Zastanawiacie się pewnie jak schudłam. No więc po kolei, po urodzeniu dziecka ważyłam pewnie jakieś 78kg, ale bez trudu moja waga doszła do 73, czyli wróciłam do mojej "naturalnej wagi" i tak sobie żyłam zajmując się dzieckiem i domem i wszystko prawdopodobnie byłoby dokładnie tak jak wcześniej, gdyby nie pojawił się ON. Słuchajcie pewnego razu moi koledzy przyprowadzili do naszego mieszkania nową osobę i był to tak uroczy chłopak, że od razu się w nim platonicznie zakochałam. Oczywiście wiedziałam, że ten związek nie ma racji bytu, z powodu znacznej różnicy wieku, ale mojej fantazji w ogóle to nie przeszkadzało. Moja głowa uknuła sobie wtedy złowieszczy plan, żeby zrobić wszystko, żeby on zwrócił na mnie uwagę. Oczywiście pierwsze i najważniejsze- musiałam schudnąć. Pytanie tylko jak, bo wcześniejsze próby odchudzania zwykle kończyły się niepowodzeniem. Ale słuchajcie, wtedy wpadłam na najlepszy pomysł na jaki mogłam wpaść- załatwiłam sobie online receptę na mounjaro i zaczęłam walić w żyłę. Ot, cały mój sekret. Moja strategia była przemyślana i dopięta na ostatni guzik - skoro nie czuję głodu, to nie ma sensu jeść. Chciałam maksymalnie wykorzystać potencjał tego drogiego leku i jak najszybciej przestać go brać, co jak się później okaże wcale nie jest takie proste. No więc w pierwszym miesiącu (był to marzec 2025) schudłam jakieś 8kg, później ten spadek był już wolniejszy, natomiast dalej satysfakcjonujący. W czerwcu ważyłam już 55kg, a w okolicach sierpnia lub października osiągnęłam swoją docelową wagę 45kg, której niestety nie utrzymałam i teraz moja waga waha się w granicach 47kg.
Pozytywne zmiany, które zauważyłam:
- czuję się lepiej sama ze sobą, podziwiam się w lustrze
- chłopaki mówią że jestem chuda, drobna, powinnam jeść, przytyć, łatwo się mnie nosi
- dziewczyny i ciotki mówią że powinnam przytyć ale to wiadomo xD
- nie ma ubrania w które bym się nie zmieściła, mogę ubierać się w dziale dziecięcym, wymieniłam całą swoją garderobę, nie ma sytuacji że nie założę czegoś bo grubo w tym wyglądam
- ćwiczenia na macie to żaden problem, nie męczą mnie, nawet potrafię zrobić 10 pompek
- każdy typ się na mnie gapi
Ogólnie moje kochane, ja wiedziałam już dawniej, że pod tłuszczem jestem naprawdę bardzo ładna i trudno jest nie zwrócić na mnie uwagi. W każdym razie jak schudłam mój platoniczny chłopak też nie mógł się oprzeć i zaczął spędzać ze mną więcej czasu. Oczywiście ja w tamtym czasie dalej pozostawałam w związku więc nigdy nie doszło do trzymania się za ręce i tego typu podobnej intymnej sytuacji. Sam fakt, że zwrócił na mnie uwagę mi wystarczał i byłam z tego powodu w siódmym niebie. Nasz kontakt z czasem jednak się rozluźnił, ale jestem mu dozgonnie wdzięczna za to, że wywarł na mnie tak ogromne wrażenie, że aż w końcu schudłam. Był impulsem do zmiany o której marzyłam przez całe życie. na tym jego rola się skończyła, ale jeśli ktoś bliżej mnie zna, to wie kim dla mnie był i co zrobił.
Bycie chudą to bardzo przyjemne doświadczenie. Jedyne co doskwierało mi podczas procesu odchudzania to zawroty głowy i uczucie zimna. Poza tym normalnie funkcjonowałam - fakt, nie chodziłam do normalnej pracy, ale z etatem pani domu nie miałam żadnych problemów. Jeśli miałabym dać sobie z przeszłości lub komuś jakąś radę, to w moim przypadku zawsze było tak, że skupiałam się na jedzeniu i przez to nie chudłam. Zawsze skupiałam się na tym żeby zjeść odpowiednią ilość białka, czy zapchać się miską sałatki albo warzyw na parze. Wiecie co działa? Głodówka. Nie-jedzenie. Można sobie pić kawki, herbatki i napoje bez cukru. Zjeść coś małego. Zjeść pół porcji, a drugie pół zostawić na kolację. Nie jeść pod korek. Zjeść kawałek zwykłego ciasta, zamiast blachy ciasta fit 0 kcal. Nie jeść w ogóle. albo jeść bardzo mało. Skurczyć żołądek, a nie rozpychać go miską warzyw. Zjeść batona na kolację, jeśli ma się ochotę. Chyba dlatego branża fitness generuje tak ogromne przychody- skupia się na tym co, jak, ile jeść, zamiast na czymś co rzeczywiście działa, czyli na niejedzeniu. Odchudzanie nie powinno być obsesją na punkcje jedzenia, wręcz odwrotnie. Dobrze jest pominąć posiłek, zapomnieć, być zbyt zajętą żeby zjeść lub zbyt leniwą żeby coś gotować. Ja wiem, że powinno się to robić "zdrowo", ale zadajmy sobie jedno podstawowe pytanie: zdrowiej jest się przegłodzić przez kilka miesięcy, czy przez całe życie nienawidzić siebie i swojego ciała? Zdrowiej jest pozwolić wypaść kilku włosom, czy chodzić w lecie w długich spodniach i kurtce? Ja lekarzem nie jestem, nie potrafię obiektywnie ocenić mojego stanu zdrowia TERAZ, aczkolwiek czuję się naprawdę dobrze. Nie jestem słaba, rozpiera mnie energia. Moja cera jest idealna. Dalej mam okres i w ogóle. Z łatwością noszę moje 14kg dziecko. Naprawdę nie widzę żadnych powodów do niepokoju. Powiem więcej, mam wrażenie że nie mam już tak wielu dolegliwości jak wtedy, kiedy byłam gruba. Prosty przykład: kiedyś nie zrobiłabym ani jednej pompki, bo mój nadgarstek by tego nie przeżył (mam zespół cieśni), teraz robię 10 pompek, wysokie planki i nic mi nie jest! Kiedyś czułam się zmęczona po spacerze, teraz spacer daje mi energię! Idąc czy biegnąc nie czuję fal tłuszczu tylko moje mięśnie które uwielbiają się ruszać.
Zastanawiacie się pewnie co w takim razie jadłam, jak wyglądał mój cały proces i czy ćwiczyłam. przede wszystkim nie ćwiczyłam w ogóle, bo nie miałam na to po pierwsze czasu a po drugie nie było to dla mnie niczym przyjemnym. Przyjemność pojawiła się dopiero w momencie osiągnięcia mojej docelowej wagi i teraz lubię poćwiczyć przed telewizorem, był nawet okres, że chodziłam na siłownię. Jadłam.. co ja tam jadłam. Rano wiadomo czarna kawa, ja od wielu wielu lat w ogóle nie jem śniadań. Później jadłam to, co akurat zostawiło dziecko, ale też nie zawsze do końca. Pozbyłam się z mojej głowy poczucia, że zawsze wszystko musi być zjedzone do końca. Mounjaro działało na mnie tak, że szybko się najadałam i ogólnie nie odczuwałam za bardzo chęci żeby coś jeść. Na kolację robiłam np makaron z sosem i jadłam małą miseczkę. Na drugą kolację 1/2 bounty albo 1/3 paczki chipsów albo nic. Czasami potrafiłam nic nie jeść przez cały dzień, bo zapominałam, ale zauważyłam że lepiej funkcjonuję kiedy jednak coś tam czasami przekąszę. Jadłam praktycznie wszystko co chciałam, ale w małych ilościach. Nie miałam potrzeby zapychania się, raczej 2-3 kęsy i było ok. Nie myślałam obsesyjnie o jedzeniu, nie planowałam co zjem na obiad, podwieczorek i kolację, nie miałam pojęcia co zjem jutro. Nie liczyłam kalorii, po tylu latach na diecie wiem co ma ile kalorii i nawet jeśli ten szacunek będzie czasem zawyżony lub zaniżony, myślę że nie ma sensu się tym przejmować. Im mniej ważysz, tym masz większą ochotę żeby się ruszać i coś robić. Codzienne czynności, spacery, ćwiczenia są przyjemne a nie męczące. Miło wychodzi się do ludzi czy potańczyć do klubu kiedy możesz ubrać się zgodnie ze swoją estetyką, a nie po prostu tak, żeby nie było widać brzucha.
Chętnie opiszę Wam jeszcze jak praktycznie pozbyłam się wszystkich uczuć i rozwinęłam w sobie głębokie poczucie absolutnej obojętności, ale to może innym razem. Teraz biorę dziecko i jedziemy pochodzić sobie po łące. Trzymajcie się chudo!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz